Krótka historia polskiej architektury, czyli jest super

Szczecin filharmonia (1) fot.Kapitel / Wikimedia Commons
Jeszcze dekadę temu, gdy wyjeżdżałem za granicę, wiozłem ze sobą informacje o tym, co ciekawego dzieje się w polskiej architekturze. Dziś o najlepszych zjawiskach architektonicznych nad Wisłą dowiaduję się od zagranicznych kolegów po fachu, zachwyconych tutejszymi realizacjami. Dawno nie patrzyłem na to, co się w Polsce buduje z taką przyjemnością, jak przez ostatnich kilka miesięcy. Aż 18 nominacji do prestiżowej nagrody Miesa ven der Rohe dla zrealizowanych w Polsce budynków tylko podsyca mój entuzjazm. Okazało się, że aż trzy z tych budynków dostały się do półfinału.

W latach 90. nasz kraj jawił się jako architektoniczna pustynia, terra incognita, na której rządzi socrealizm, blokowiska i blaszane bazarowe budy, a nie konstruktywna architektoniczna myśl. Zagraniczni architekci omijali Polskę szerokim łukiem. Polscy niespecjalnie radzili sobie na międzynarodowej arenie i nie zawsze mieli pomysły na to, jak zaistnieć na swoim terytorium. Za granicą o naszej współczesnej architekturze nie mówiło się prawie wcale. Tak jakby zjawisko to w ogóle nie istniało. Pewnie było w tym trochę racji, bo pod koniec XX wieku budowało się u nas niewiele i raczej niespecjalnie nieciekawie. Dopiero w okolicach 2000 roku, gdy otworzyliśmy się na świat, zaczęliśmy podróżować i uważniej obserwować to co i jak buduje się na Zachodzie, nasza architektura ożyła. Najpierw za sprawą stararchitektów, którzy odkryli, że w naszej miejskiej przestrzeni oraz w talencie naszych projektantów i konstruktorów tkwi ogromny potencjał.



W 2003 roku cała Polska usłyszała nazwisko sir Normana Fostera, według projektu którego wybudowano warszawski biurowiec Metropolitan na Placu Piłsudskiego. Do ogłoszonego w 2005 roku konkursu na projekt budynku Muzeum Historii Żydów Polskich stanęło aż 245 architektów z 36 krajów świata, na czele ze zwycięzcą konkursu Rainerem Mahlamakim. Sama Zaha Hadid chciała postawić nieopodal Pałacu Kultury i Nauki ćwierćkilometrowy wieżowiec. Jej konkurentem w walce o efektowne zagospodarowanie centrum polskiej stolicy był Richard Maier, laureat nagrody Pritzkera z 1984 roku.

W 2007 roku ogłoszono, że siedziba Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie wybudowana będzie według projektu Christiana Kereza. Zrobiło się bardzo światowo i bardzo prestiżowo. Mniej więcej w tym samym czasie hucznie obwieszczono, że w Warszawie stanie wysokościowiec zaprojektowany przez Daniela Libeskinda, a nieopodal powstanie Cosmopolitan Helmuta Jahna. Z jednej strony grzmiały słowa zachwytów nad zainteresowaniem jakim Polska zaczęła się cieszyć wśród twórców „wielkiej architektury”. Z drugiej trudno było się oprzeć wrażeniu, że jakaś część tego co stararchitekci nam proponowali gdzieś już wcześniej widzieliśmy, gdzieś się wcześniej nie spodobało, nie chwyciło. I niejako bocznymi drzwiami z głębi projektanckich szuflad trafiło nad Wisłę.

Ale ten etap mamy chyba za sobą. Aktualna dekada jest według mnie pierwszą, o której w przyszłości będzie się mówić, jako o początku „nowej polskiej architektury”. Przy czym „polska” nie będzie znaczyło „tworzona tylko przez rodzimych architektów”. Wystarczy spojrzeć na listę tegorocznych polskich nominacji do prestiżowej nagrody Miesa van der Rohe. To taki architektoniczny Oscar, możne nawet Nobel. Ubiegało się o niego aż 18 wybudowanych u nas obiektów, ostatecznie 3 z nich – Filharmonia w Szczecinie, Muzeum Historii Żydów Polskich i Muzeum Śląskie – trafiły do konkursowej pierwszej czterdziestki. Obok nich na liście nominowanych były inne polskie muzea, ośrodki kultury, sale koncertowe i domy mieszkalne. Obiekty kulturalne, sportowe i komercyjne. Patrzę na nie i wiem, że mamy powody do dumy. I chciałbym tą dumą wreszcie zarazić innych. Bo dawno już nie patrzyłem na to, co się w Polsce buduje z taką przyjemnością jak przez ostatnich kilka miesięcy. I mam kilku własnych faworytów, niekoniecznie pokrywających się z tymi wybieranymi przez jurorów.
Europejskie Centrum Solidarności w Gdańsku – zrealizowane według projektu gdańskiej pracowni Fort Antoniego Taraszkiewicza – to architektura, która budzi we mnie szczególne emocje. Niezwykła jest ekspresja tego budynku. Bryła wygląda, jakby była „opakowana” w rdzawo stalową powłokę. Konstrukcja zdaje się być ciężka i monumentalna a jednak gładko wpasowuje się krajobraz miejsca. Wszystko tutaj zdaje się współgrać – rozwiązania architektoniczne idą w parze z krajobrazem Młodego Miasta i wciąż żywą historią Solidarności związaną z gdańską stocznią.
Doskonałym przykładem architektury wpisanej w kontekst historyczny jest budynek Muzeum Historii Żydów Polskich projektu Rainera Mahlamakiego. To jeden z najznakomitszych wzorców architektury zrealizowanej w Polsce, chociaż nie zaprojektowanej nad Wisłą. Dowód na perfekcyjnie przemyślaną, nienachalną budowlę. Konceptualnie i warsztatowo – absolutnie zjawiskową. Niektórzy powiedzą, że Mahlamaki był zachowawczy, inni – i ja do nich należę – że jest mistrzem w wyważonym manipulowaniu formą. Muzeum powstało w sercu dawnego warszawskiego getta żydowskiego. Kontekst otoczenia i historii w niemal magiczny sposób łączy się tu z minimalizmem, wyważoną geometrią i olbrzymim ładunkiem emocjonalnym, jaki niesie za sobą to muzeum i ukryta w jego podziemiach ekspozycja.

Jednym z moich ulubionych budynków ostatnich lat jest Cricoteka, czyli Ośrodek Dokumentacji Sztuki Tadeusza Kantora, którego realizację śledziłem od czasu wyłonienia zwycięzców międzynarodowego konkursu z 2005 roku. Dla mnie budynek stworzony przez polskie IQ2 Konsorcjum to architektura wyśmienita – widać tu kunszt projektantów oraz idealne zespolenie koncepcji z przeznaczeniem budynku. To piękna bryła, wykonana ze znakomitych materiałów, lekka i funkcjonalna. Chyba każdy architekt chciałby mieć coś takiego w swoim portfolio.
Lubię patrzeć na nową polską architekturę jako na zderzenie dwóch żywiołów – spektakularności i wzniosłości jaką widzę np. w budynku Filharmonii Szczecińskiej, ale też chłodnego minimalizmu, który odnajduję w bryle Gdańskiego Teatru Szekspirowskiego. Z jednej strony mamy tajemniczy nieco mroczny budynek zaprojektowany przez Renato Rizziego, który porównać można do ciężkiego i masywnego opakowania kryjącego kruchy i delikatny skarb. Opakowaniem jest ascetyczna i ciemna bryła – chłodna, minimalistyczna, przy tym bardzo współczesna. Skarbem jest ciepłe i pełne charakteru wnętrze teatru. Nie ma tu zbędnych elementów, nie ma taniego detalu i efekciarstwa. Jest dobrze rozumiana prostota, w pełni podporządkowana funkcjom. Z drugiej strony jest Filharmonia Szczecińska i kapitalny budynek zaprojektowany przez Estudio Barozzi Veiga. Jego forma przypomina trochę rzeźbę, trochę gotycką katedrę. Budynek sam w sobie jest ciekawie wyeksponowany i przyciąga uwagę bardzo agresywną, dynamiczną geometrią.
Przykłady, które przytoczyłem sprawiają, że jestem niemal pewny iż kolejna dekada przyniesie przełom, na który czeka nie tylko środowisko architektów. Polska architektura zacznie powstawać za granicą. I to nie jest zdanie optymisty, ale wynik rewolucyjnych zmian w pojmowaniu architektury i jej funkcji jakich jesteśmy świadkami.
Trwa ładowanie komentarzy...