Mężczyźni w czerni – kim są architekci

Chodzi w czerni, rozmawia tylko o pracy, jest jednocześnie rozważny i kreatywny, jeździ Saabem. Słucha Pink Floydów, bo członkowie grupy też byli architektami. Takie stereotypy często słyszą o sobie architekci. Czy jest jednak w nich coś z prawdy?

- Architektem nie jestem przez projekty, architekt jest całością [...] Siebie zaprojektowałem i doglądałem wykonania, jak projektuję domy i biurowce - tak mówi przekonany o swojej wyjątkowości bohater opowiadania Szczepana Twardocha „Uderz mnie”. Ciężka praca, ale i równie intensywne życie nocne - oto jego dzień. Bogaty, atrakcyjny i przekonany o swojej wyjątkowości to wizerunek architekta jaki kreuje tegoroczny laureat Paszportu Polityki. Z drugiej strony, David Murphy grany przez Woody'ego Harrelsona w fimie „Niemoralna propozycja”. Zwykły gość, z problemami finansowymi, przyćmiony zdecydowanie przez filmowego Roberta Redforda. Może być jeszcze inaczej. Architekt to niemalże szaleniec z głową chmurach przekonany o misji, którą realizuje, oddany bez reszty swoim projektom, taki jak bohater filmu Petera Greenaway'a „Brzuch architekta”.



Prawda jest taka, że w odróżnieniu od literackiej czy filmowej fikcji, architekt rzadko okazuje się celebrytą. Bliżej mu do zwykłego gościa, niż lwa salonowego. Trzeba powiedzieć jasno, że na stu absolwentów architektury w najlepszym wypadku tylko dwóch będzie kiedyś zauważonych. O sukces w tym zawodzie nie jest łatwo. Potrzebny jest talent inżynierski i artystyczny, a więc połączenie technicznej precyzji i kreatywności. Z reguły, każdy z nas architektów ma trochę więcej jednego, albo drugiego pierwiastka. Ogromną rolę w tym zawodzie gra również pracowitość, wytrwałość, czy po prostu zawziętość, a więc na co dzień nie jest tak kolorowo. Już na początku studiów można się przekonać o tym kto ma szanse zrobić karierę. Potem przydaje się jeszcze talent biznesowy i marketingowy. Szczególnie jeśli architekt chce zacząć pracować „na swoim”. Życie codzienne architekta ilustruje profil na Facebooku „Trust Me, I'm an "Architect"” lub polski odpowiednik, „Zaufaj mi, jestem architektem”. Nieprzespane noce, weekendy z projektami, to nie jest praca od 9 do 17, to całe nasze życie. Każdy, kto decyduje się na ten zawód musi się z tym liczyć.

Architekt ma w sobie coś z bohatera amerykańskiego serialu „Jak poznałem waszą matkę”, który przy każdej okoliczności przedstawia się Ted Mosby, architekt, podkreślając swój zawód. Architekt jest dumny z tego co robi. Mimo, że często musi pozostać niedoceniony. Przecież twórczość architektów mijamy codziennie na każdym kroku. Ale czy znamy ich nazwiska? Wiemy kim są, jak wyglądają? Zazwyczaj nie. Lepiej znamy artystów, których prace nie towarzyszą nam na co dzień, a pozostają zamknięte w galeriach, czasem na drugim końcu świata.

Życie architekta w Polsce i na Zachodzie różni się. Nad Wisłą architekt jest postrzegany bardziej jako zawód techniczny, a od architekta wymaga się stonowanego wizerunku. Co innego Stany Zjednoczone, w których spędziłem sporo czasu. Szczególnie końcówka lat 90. była ciekawa, bo to były czasy prosperity branży architektonicznej. Architekci pojawiali się więc na najważniejszych przyjęciach, a ich styl musiał być unikalny. Architekt w Stanach Zjednoczonych musi być trochę ekstrawagancki, podkreślać swoją wyjątkowość i dobry gust. Moim wyróżnikiem był polski akcent, odbierany tam jak europejska ekstrawagancja. W Polsce raczej nie bywam na imprezach branżowych, brakuje mi na to czasu. Zawodowe życie ubarwiają mi konkursy, moim zdaniem jeden z najistotniejszych elementów pracy architekta. Stwarzają możliwości rozwoju, dostarczają adrenaliny, chociaż jednocześnie zabierając sporo czasu i wysiłku.

Czy chcesz dostawać info o nowych wpisach?

Trwa ładowanie komentarzy...